W Szczytnie mieliśmy nocleg i planowaliśmy rano tylko szybkie obejrzenie ruin, krótki spacer po mieście i może zajrzenie nad jeziora. Oczywiście wyszło trochę inaczej 😉
Zaczęliśmy od spaceru brzegiem jeziora. Po drodze spotkaliśmy pierwszego Pofajdoka – dużego rycerza... na świni 😆 Dopiero wtedy dowiedzieliśmy się, że Szczytno ma ich całą kolekcję. Pofajdoki to charakterystyczne figurki rozsiane po mieście, nawiązujące do dawnego mazurskiego określenia młodych, trochę postrzelonych i lubiących zabawę ludzi.
Mąż nie był szczególnie zachwycony naszym nowym znajomym, za to Emilka od razu się nim zainteresowała. Ruszyliśmy więc dalej, szukając zamku. Wiedzieliśmy tylko, że ruiny są gdzieś między jeziorami. Nie doczytaliśmy, że znajdują się praktycznie pod widoczną z daleka wieżą ratuszową 😂
Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce, od razu spodobało nam się otoczenie. Kwiaty, trawniki, ławki i różne drobne elementy małej architektury sprawiały, że droga do ruin była po prostu przyjemnym spacerem.
Położenie również robi swoje – zamek znajduje się na przesmyku pomiędzy dwoma jeziorami, a tuż obok mamy plażę i tereny spacerowe.
Od naszej strony znaleźliśmy też świetne miejsce na pamiątkowe zdjęcie z napisem SZCZYTNO i serduszkiem. Niedaleko była również sala wystawiennicza i punkt informacji, ale niestety podczas naszej wizyty były zamknięte. Szkoda, bo chętnie zajrzelibyśmy do środka.
Po obejściu ruin dookoła dotarliśmy do wejścia. Po drodze minęliśmy drugie jezioro, plażę, kramy z pamiątkami oraz sporą tablicę z planem dawnego zamku. Emilka oczywiście uznała, że zwiedzanie wymaga odpowiedniej pamiątki i wysępiła bransoletkę 😉
Otoczenie ruin zachęcało do spaceru, a Pofajdoki były świetnym urozmaiceniem.
Przy samym wejściu czekał kolejny Pofajdok – tym razem Jurand ze Spychowa. Szczytno mocno kojarzy się z Krzyżakami Henryka Sienkiewicza. To właśnie tutejszy zamek pisarz wykorzystał jako miejsce wydarzeń związanych z Jurandem i Danusią. Sama historia jest oczywiście literacką fikcją, ale dzięki powieści zamek na stałe zapisał się w popkulturowej mapie Polski.
Od strony plaży znaleźliśmy jeszcze kwietną łąkę i domki dla owadów. Emilka bardzo chętnie zatrzymała się tutaj na chwilę, oglądając kwiaty i pszczoły. My też nie mieliśmy nic przeciwko takiej przerwie 😉
W tym czasie najmłodszy członek naszej ekipy już smacznie spał w wózku.
Na dziedzińcu zobaczyliśmy studnię, a w baszcie więziennej - makietę dawnego zamku. W wielu miejscach znajdowały się również kody QR prowadzące do zamkowej aplikacji.
I tutaj ciekawostka dla rodzin ze starszymi dziećmi. Aplikacja pozwala zobaczyć za pomocą rozszerzonej rzeczywistości, jak mogły wyglądać wybrane pomieszczenia zamku – m.in. kuchnia, refektarz czy pomieszczenie gospodarcze. Ma też osobny moduł, w którym trzeba odnaleźć pięć ukrytych Pofajdoków: Juranda, Danusię, Jagienkę, Maćka i Ulricha von Jungingena. Po znalezieniu każda postać prezentuje krótką scenkę.
My tym razem odpuściliśmy aplikację. Przy naszych dzieciach krótkie opisy na tabliczkach były wystarczające. Ale przy starszakach zdecydowanie warto spróbować – można wtedy zamienić zwykłe oglądanie ruin w małą grę terenową.
Po lewej - wypatrujemy pszczółek; po prawej - testujemy podjazd dla wózka.
Jedną z rzeczy, które pozytywnie nas zaskoczyły, była dostępność części zamku. Praktycznie wszędzie, gdzie chcieliśmy się dostać, dało się przejechać wózkiem. Był zjazd na niższy poziom pochylnią, a później niewielka winda dla osób z niepełnosprawnościami.
Z windą mieliśmy jednak małą przygodę – wyglądało na to, że jej użycie trzeba wcześniej zgłosić, więc ostatecznie tata z wózkiem zostali na górze, a ja z Emilką zeszłyśmy zobaczyć podziemia.
I może nawet dobrze, że tata nie zjechał tam z wózkiem. Kamieniste podłoże zdecydowanie nie sprzyjało kontynuowaniu drzemki 😂
Na koniec zajrzeliśmy jeszcze do zadaszonej sali z figurami i manekinami. Emilka przyglądała się im z zaciekawieniem, choć stwierdziła, że księżniczki mają jakieś biedne sukienki. Niedźwiedź z kolei zrobił na niej zdecydowanie większe wrażenie – i niekoniecznie pozytywne 😅
Wróciliśmy jeszcze na dziedziniec, który bardzo mi się podobał. Było tu sporo kwiatów - widać było, że ktoś naprawdę dba o to miejsce.
W końcu jednak trzeba było się ewakuować. Emilka miała już dość, a my zorientowaliśmy się, że nasze „szybkie zwiedzanie” trwało jakieś trzy razy dłużej, niż zakładaliśmy. I to mimo tego, że nie weszliśmy do sali wystawienniczej i nie sprawdziliśmy wszystkich atrakcji.
Mamie najbardziej spodobały się kwiatuszki na zamkowym dziedzińcu; Emilka zastanawiała się, czemu "księżniczki" mają tak biedne sukienki 😂
Szczytno miało być dla nas krótkim przystankiem, a okazało się miejscem, w którym spokojnie można spędzić pół dnia. Sam zamek nie jest ogromny, ale jego otoczenie robi dużą różnicę. Ruiny, jeziora, plaża, kwiaty, Pofajdoki i możliwość skorzystania z aplikacji sprawiają, że zwiedzanie nie musi polegać wyłącznie na oglądaniu murów.
Nam szczególnie spodobało się to, że teren jest zadbany i przyjemny do spacerowania. Dzieci też znalazły tu coś dla siebie – choć oczywiście niekoniecznie były to te rzeczy, które jako rodzice uznaliśmy za najważniejsze 😉
Następnym razem chcielibyśmy przyjechać na dłużej. Zobaczyć salę wystawienniczą, sprawdzić aplikację i przede wszystkim znaleźć wszystkie Pofajdoki. A skoro zamek leży tuż przy jeziorach i plaży, może uda się też połączyć zwiedzanie z odrobiną odpoczynku nad wodą.
🎠 Jeśli po zamku zostanie Wam jeszcze trochę dziecięcej energii, warto przejść się w stronę pierwszego spotkanego przez nas Pofajdoka-rycerza, przy Placu Wolności. Znajduje się tam naprawdę fajny plac zabaw. W bezpośrednim sąsiedztwie ruin żadnego nie zauważyliśmy.
📱 Ze starszymi dziećmi warto pobrać aplikację zamku. Oprócz wirtualnego zwiedzania pozwala ona szukać pięciu Pofajdoków ukrytych na terenie ruin. To może być znacznie ciekawsze niż samo czytanie tabliczek.
🌼 Zostawcie trochę czasu na spacer wokół zamku. Kwiatowe rabaty, kwietna łąka, jeziora i plaża sprawiają, że okolica jest przyjemna również wtedy, gdy dziecko nie jest szczególnie zainteresowane historią.
👶 Z wózkiem jest całkiem dobrze. Większość naszej trasy udało się pokonać bez większych problemów, choć kamieniste fragmenty w podziemiach nie są już tak wygodne.
⏰ Nie planujcie bardzo krótkiej wizyty. My mieliśmy tylko szybko zajrzeć do ruin, a spokojnie można tutaj spędzić znacznie więcej czasu.
Jeżeli macie w Szczytnie więcej czasu, warto połączyć zamek ze spacerem nad Jeziorem Domowym Dużym i Domowym Małym. Przy większym jeziorze znajduje się plaża, niewielkie molo i wypożyczalnia sprzętu wodnego, a wokół obu jezior prowadzą trasy spacerowe i rowerowe.
Można też urządzić sobie polowanie na Pofajdoki. W mieście znajduje się ich kilkanaście, a mapę z ich rozmieszczeniem można otrzymać w informacji turystycznej w ratuszu. Dla dzieci może to być świetny sposób na zwiedzenie centrum bez ciągłego słuchania „daleko jeszcze?”.
Warto również zajrzeć do ratusza i sprawdzić możliwość wejścia na jego 46-metrową wieżę widokową, z której można podziwiać miasto i oba jeziora.
Chcesz dowiedzieć się więcej o samym zamku?
W osobnym artykule zamieściliśmy historię i ciekawostki związane z zamkiem. Zajrzyj, jeśli uwielbiasz dawne dzieje!
Staramy przedstawiać się informacje w prosty i obrazowy sposób, żeby nie zanudzić nawet najmłodszych fanów zamków:)
Copyright © 2026 | Wykonanie PowRope [Dominika Powroźnik]
zdobywcyzamkow@gmail.com
725 538 846
Skontaktuj się z nami w razie pytań, sugestii, problemów lub po prostu po to, aby podzielić się swoją pasją do zamków. Czekamy na Twoją wiadomość! :)