Są takie miejsca, do których chce się wracać i sprawdzać, jak zmieniają się z czasem. Zamek w Mirowie to właśnie jedno z nich.
Byliśmy tu kilka lat temu, jeszcze bez dziecka. Wtedy nie dało się wejść na dziedziniec, więc tym razem jechaliśmy z dużą ciekawością. Środek lata, słońce, lekki wiatr – idealna pogoda na zwiedzanie ruin!
Na dużym parkingu u podnóża wzgórza było jeszcze dość pusto, więc bez problemu znaleźliśmy miejsce. Ruszyliśmy w stronę ruin, które już z daleka majestatycznie górowały nad okolicą. Im bliżej, tym bardziej czuć było jurajski klimat: jasne skały, szeroką grań, pagórki i lasy. Widoki zapowiadały się obiecująco.
Od razu zauważyliśmy, że zamek od naszej ostatniej wizyty wyraźnie nabrał krągłości. Mury są bardziej domknięte, wyższe, całość sprawia solidniejsze wrażenie. To efekt trwających prac zabezpieczających i rekonstrukcyjnych, które stopniowo przywracają ruinom dawny kształt. Z jednego z okien wystawała spora rura – znak, że remont wciąż trwa i jeszcze sporo się tu zmieni.
Podejście pod zamek nie jest długie, ale lekko pod górę, co dla małych nóżek bywa wyzwaniem – zwłaszcza w upale. Emilka szybko dała znać, że ma dość, więc tata dzielnie niósł ją dalej. Widoki wynagrodziły jednak cały trud: dookoła wapienne ostańce, skały wyrastające z ziemi, ścieżka prowadząca w stronę Bobolic, kwiaty, pagórki. Pięknie!
Po przekroczeniu bramy znaleźliśmy się na niewielkim dziedzińcu tzw. zamku górnego – najwyżej położonej i najlepiej zachowanej części warowni. Dawniej cały kompleks był znacznie większy i schodził tarasowo w dół wzgórza.
W środku czekają drewniane platformy i pomosty, po których można się wspinać i zaglądać w różne zakamarki murów. Dla dzieci to świetna przygoda, dla dorosłych – dobra okazja, by obejrzeć ruiny z różnych perspektyw. Widać, że w przyszłości planowane jest udostępnienie kolejnych fragmentów i pewnie pomieszczeń, więc już teraz zapisaliśmy sobie w głowie: wrócić tu za kilka lat!
Po wyjściu z dziedzińca obeszliśmy ruiny dookoła, chłonąc widoki i podziwiając zamek z każdej strony. Chwilę odpoczęliśmy w cieniu przy charakterystycznym ostańcu zwanym „Grzybem”, po czym ruszyliśmy w stronę parkingu. Szlak do Bobolic zostawiliśmy na przyszłość – to idealny plan na kolejny rodzinny wypad, gdy Emilka trochę podrośnie.
Wózek raczej się nie sprawdzi – kamieniste, nierówne ścieżki.
Buty sportowe to podstawa.
Czapki i woda latem obowiązkowe – słońce potrafi dać się we znaki.
Czas zwiedzania: około 30–45 minut, spokojnie nawet z młodszymi dziećmi.
Zdecydowanie tak. To krótka, ale bardzo treściwa wycieczka: trochę historii, piękne widoki, ruch na świeżym powietrzu i mnóstwo przestrzeni do odkrywania. Dzieci chłoną klimat rycerskich ruin, a dorośli mogą po prostu na chwilę zwolnić i nacieszyć oczy Jurą.
Chcesz dowiedzieć się więcej o samym zamku?
W osobnym artykule zamieściliśmy historię i ciekawostki związane z zamkiem. Zajrzyj, jeśli uwielbiasz dawne dzieje!
Staramy przedstawiać się informacje w prosty i obrazowy sposób, żeby nie zanudzić nawet najmłodszych fanów zamków:)
Copyright © 2026 | Wykonanie PowRope [Dominika Powroźnik]
zdobywcyzamkow@gmail.com
725 538 846
Skontaktuj się z nami w razie pytań, sugestii, problemów lub po prostu po to, aby podzielić się swoją pasją do zamków. Czekamy na Twoją wiadomość! :)